W Polsce nie istnieje żaden niezależny system oceny organizacji pozarządowych. Na Zachodzie normą są rankingi organizacji, uwzględniające ich transparentność, koszty administracyjne i realnie udzielaną pomoc.

Wybierając organizację pozarządową (NGO), którą chcemy wesprzeć jakąś kwotą, najczęściej kierujemy się profilem działalności, informacjami na stronie www, jej wyglądem i wykonaniem oraz częstotliwością aktualizacji. Mało kto sięga po sprawozdania merytoryczne i finansowe, które raz do roku stowarzyszenia muszą sporządzić dla nadzorujących je starostw, a fundacje – do właściwych ministerstw.

O ile wybór organizacji działającej w „niszowym” obszarze jest stosunkowo prosty, bo ogranicza się do kilku czy kilkunastu podmiotów, to trudniej wybrać organizację niosącą pomoc chorym dzieciom czy hospicjom. Jest ich bardzo dużo, więc wybór często pada na te, które dobrze się reklamują i pojawiają w mediach.

– Nie ma nic złego w promowaniu swojej działalności, ale jako potencjalni wspierający wolelibyśmy się dowiedzieć, ile pieniędzy faktycznie idzie na leki, utrzymanie hospicjum czy jedzenie, ile zarabiają pracownicy, a ile wydaje się na reklamę bądź działania PR-owe – mówi Dorota Pieńkowska, specjalistka ds. organizacji pozarządowych z Funduszu PAFPIO.

Czy roczne sprawozdania, dostępne na stronach internetowych organizacji (a w przypadku Organizacji Pożytku Publicznego, mogących ubiegać się o 1 procent podatku, na stronie http://www.sprawozdaniaopp.mpips.gov.pl), są pod tym względem pomocne? Niestety nie. Kilkuosobowy zespół PAFPIO, doradzający i udzielający pożyczek NGOsom, czyta w ciągu roku kilkaset takich raportów. – Mają one tylko i wyłącznie ocenić, czy organizacja działa zgodnie z prawem. Ministerstwa i starostowie, organy nadzorujące organizacje, nie pytają o sposób wydawania pieniędzy, a przecież właśnie to jest z punktu widzenia darczyńcy najważniejsze! – uważa Pieńkowska.

Jak to działa na Zachodzie?

Tymczasem w USA zestawienia NGOsów są już standardem. Wiele Amerykanów regularnie wspiera którąś z organizacji charytatywnych – zazwyczaj ustalając stały, comiesięczny przelew. John Pat Dugan robił tak od lat 80. Jego pieniądze zasilały słynny sierociniec. Gdy firma Dugana weszła na giełdę, stał się naprawdę majętnym człowiekiem i zwiększył jeszcze swoje dofinansowanie.

Był wierny wybranej lata wcześniej organizacji, mimo że zmieniła się osoba nią zarządzająca – była to córka znanej w całym Nowym Jorku założycielki sierocińca. Jakże wielkie było zdziwienie Dugana, gdy w 2001 roku media ujawniły, że gdy prezeska sierocińca remontowała swoją willę, kolekcjonowała obrazy i nie spłacała prywatnych pożyczek z konta sierocińca, zaniedbani wychowankowie przebywali w warunkach przypominających celę więzienną.

Dugan dalej chciał pomagać. Myślał nad zatrudnieniem prywatnych analityków finansowych, którzy ocenią kilka organizacji i znajdą taką, na której można polegać. Stwierdził jednak, że to nie rozwiąże znacznie głębszego problemu, który dotyka nie tylko jego. Już rok później uruchomił Charity Navigator, dziś największą platformę oceniającą organizacje non-profit. Każda z nich otrzymuje ocenę punktową (maksimum: 100 punktów, niektórym udaje się je osiągnąć) i gwiazdki. Z zestawienia dowiemy się, ile procent uzyskanych przez NGOs pieniędzy trafiło na konkretny program charytatywny, ile na koszty administracyjne, a ile kosztowało przeprowadzenie zbiórki pieniędzy.

Najstarszą amerykańską organizacją „patrzącą na ręce” NGOsom jest Charity Watch, założona w 1992 r.przez Amerykański Instytut Filantropii (AIP). Publikuje coroczne raporty dotyczące ok. 500 stowarzyszeń, w których prześwietla przelewy, stan kont i informacje przekazywane darczyńcom. Są znacznie dokładniejsze, niż te zapewnione przez Charity Navigator, gdyż opierają się nie tylko na oficjalnych dokumentach, które organizacje zobowiązane są przekazać rządowi. Działalność zatrudnionych przez AIP analityków można raczej porównać do „śledztwa”.

– Fundacja charytatywna podaje, że 90 proc. pieniędzy przeznaczana jest na programy charytatywne. Wspierający mylnie przyjmują, że 90 na 100 dolarów będzie wydawanych bezpośrednio na programy. Często tak nie jest – mówią twórcy Charity Watch.

Obie organizacje same też zbierają pieniądze na swoją działalność, ale nie przyjmują ich od organizacji pozarządowych, które później mają oceniać.

Istnieją też rozwiązania o najprostszym mechanizmie. Strona Great Nonprofits prosi swoich zalogowanych użytkowników o ocenę organizacji. Działa jak Trip Advisor wśród podróżników lub Yelp, polecający punkty gastronomiczne. Coś, co sprawdza się w przypadku takich prostych, bezpośrednich usług, nie jest jednak dobre do oceny NGOsów. Co więcej, większość z nich ma na Great Nonprofits po kilka ocen, więc nietrudno się domyślać, że zostały napisane przez samych pracowników.

W Polsce niepotrzebne?

Czy brak polskiego systemu oceny organizacji non-profit wynika z braku potrzeby takiej kontroli? – Z jednej strony Polacy wciąż pomagają stosunkowo mało, zazwyczaj dwa razy do roku: podczas przekazywania 1 proc. podatku pod koniec kwietnia i wrzucając pieniądze do puszki WOŚP w styczniu – mówi Pieńkowska.

System ocen mógłby jednak przekonać do regularnej pomocy wciąż niezdecydowanych. Ale nie ma planów, by go uruchomić. – Odnoszę wrażenie, że nikt nie jest na tyle zdeterminowany, by oceniać organizacje pozarządowe – włącznie z nimi samymi, choć jeszcze większa jawność jest przecież w ich interesie! Ogromna część organizacji działa naprawdę sprawnie i nie ma się czego wstydzić, a taki ranking pokazałby, że afery związane z działalnością charytatywną to tylko wyeksponowane przez media czarne owce – twierdzi prezes Funduszu PAFPIO.

testuj        Bez tytułu        kup

Advertisements